- "Chodzi o systematyczne 'odpolitycznianie' polityki" - scharakteryzował kilka dni temu cele komitetu wyborczego Obywatele do Senatu jeden z jego założycieli, prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski. - "Jesteśmy osobami, które mają w znacznej mierze dosyć dyskusji na temat związków partnerskich, in vitro, katastrofy smoleńskiej i tych wszystkich tematów, które są oczywiście istotne, ale nie najważniejsze" - dodał.

Gdy usłyszałem te wypowiedzi, to zapaliło mi się czerwone światełko ostrzegawcze. Rozjarzyło się ono jeszcze jaśniej, gdy jeden z kandydatów OdS prof. Krzysztof Rybiński odmówił odpowiedzi na pytanie, jak będzie głosował jako senator w sprawie nowelizacji ustawy aborcyjnej, nad którą rozpoczął prace parlament z inicjatywy obywatelskiej.

Ja rozumiem, że komitet Obywatele do Senatu nie zamierza zajmować stanowiska w sprawach obyczajowych. Nie różni się zresztą pod tym względem od Platformy Obywatelskiej. Jednak każdy z kandydatów OdS musi powiedzieć wyborcom, jak odnosi się do do kwestii aborcji, in vitro czy związków partnerskich. Senat będzie o tych sprawach decydował, więc osobom ubiegającym się o miejsce w tej izbie nie wolno ukrywać swych poglądów. Uzasadnianie odmowy odpowiedzi na pytania dotyczące tych kwestii tym, że OdS zajmie się usprawnianiem państwa jest bezsensowne. Senatorowie będą się zajmować wszystkimi sprawami dotyczącymi życia politycznego, społecznego i gospodarczego w Polsce.

Równie bezsensowne jest hasło "odpolityczniania" polityki. Mamy w tym przypadku do czynienia z próbą manipulacji opinią publiczną. Jak przypomniał niedawno abp Mieczysław Mokrzycki "każda wypowiedź publiczna ma wymiar polityczny". W homilii wygłoszonej na Jasnej Górze podczas Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja powiedział on: "Wszystko co robimy, albo czego nie robimy ma również wymiar polityczny. Słowo polityk oznaczało w demokracji ateńskiej człowieka, który uczestniczył w życiu polis, czyli swojego państwa. A jeśli ktoś nie uczestniczył w życiu państwa, tylko ograniczał się do zajmowania swoimi sprawami prywatnymi, Grecy nazywali go mianem idioty". Zatem jeśli kandydaci OdS twierdzą, że nie są politykami, to znaczy, że są idiotami.

Zapewnienia o apolityczności brzmią zresztą bardzo zabawnie w ustach takich politycznych wyjadaczy jak senator Tomasz Misiak, poseł Marian Filar, poseł Bogdan Lis czy była minister pracy Anna Kalata. Także ci kandydaci, którzy nie należeli dotychczas do partii politycznych, profesorowie i eksperci, stali się automatycznie politykami po wpisaniu się na listy Obywateli do Senatu. Całkowicie fałszywe jest stwierdzenie Majchrowskiego, że dzięki temu, że na senatorów OdS nie będą wywierane naciski ze strony szefów partii, to będą oni zawsze głosować tak, że będzie "dobrze dla regionu". Jakiego regionu? Przecież interesy poszczególnych regionów Polski są sprzeczne. Czego innego chce Śląsk, a czego innego Rzeszowszczyzna. Na przykład region świętokrzyski chciał wybudowania peronu we Włoszczowie. A przeciwny temu był warszawiak Krzysztof Rybiński, który kiedyś napisał na swoim blogu, że nie rozumie, dlaczego pociąg, którym jechał z Krakowa do Warszawy, zatrzymał się we Włoszczowie. Czy senator Rybiński zrozumie to, czego nie rozumiał pasażer i bloger Rybiński? Jeśli taki cud nastąpi, to jedynie dzięki temu, że będzie już politykiem a nie osobą prywatną.

Nie wydaje mi się, żeby wprowadzenie przez Obywateli do Senatu swoich reprezentantów do izby wyższej parlamentu przyspieszyło w znaczący sposób reformowanie Polski. Nie da się tego robić bez klubu sejmowego. Jeśli nawet OdS uda przeforsować w senacie jakąś pożyteczną ustawę, to nie będzie miał jej kto pilotować  w sejmie. Nic się w Polsce nie da zmienić bez porozumienia z liderami największych partii politycznych.

Narzekanie na politykę, na partie polityczne jest w Polsce modne. Jest skuteczne politycznie. Dlatego nawet rządząca Polską partia polityczna, Platforma Obywatelska, wmawia Polakom, że nie robi polityki. Tego typu retoryka jest szkodliwa społecznie. Jest manipulacją, bo demokracja nie może istnieć bez polityki, bez partii politycznych. Każda inicjatywa polityczna wcześniej czy później musi zbudować struktury partyjne. Jeśli by tego nie zrobiła, to się rozmyje i zniknie. 

Żeby dłużej zaistnieć na scenie politycznej w Polsce komitet Obywatele do Senatu będzie musiał się przekształcić w partię polityczną. Będzie ona prawdopodobnie zapleczem dla jej lidera Rafała Dutkiewicza w wyborach prezydenckich. Odpowiedź na tytułowe pytanie jest zatem łatwa. Politycy tworzący OdS nie są idiotami. Traktują jak idiotów polskich wyborców.