Pielgrzymi przybywający na Jasną Górę, aby pomodlić się przed ikoną Matki Bożej Częstochowskiej, będą w przyszłym roku płacić podatek, który trafiać będzie do kasy miasta Częstochowa. Uchwała w tej sprawie będzie głosowana 25 sierpnia na posiedzeniu częstochowskiej Rady Miasta.
Pomysł opodatkowania pielgrzymów wysunął pod koniec grudnia ubiegłego roku lider SLD w regionie częstochowskim Marek Balt. Jego ugrupowanie zdecydowanie zwyciężyło w wyborach samorządowych w Częstochowie i niepodzielnie rządzi w tym mieście. Prezydentem jest Krzysztof Matyjaszczyk, a Balt przewodzi Radzie Miasta.
Balt proponował początkowo, aby od każdego pielgrzyma przybywajacego do jasnogórskiego sanktuarium pobierać 4 zł. Ponieważ co roku do ikony Madonny przybywa 3-4 mln osób, przewidywane zyski szacowano na kilkanaście mln zł. Większość pieniędzy miała być przeznaczona na budowę i remont dróg. Pomysłodawca podatku obiecywał, że 20 proc. uzyskanej kwoty zostanie przeznaczone na promocję miasta i jasnogórskiego klasztoru paulinów.
Kilka dni temu Balt ogłosił zmodyfikowaną wersję swego projektu. Podatek będą płacić pielgrzymi i turyści, którzy nocować będą w domach noclegowych, hotelach, motelach, kwaterach prywatnych lub korzystać z pól namiotowych. Dzieci do lat 14 oraz uczniowie i studenci do lat 26 płacić będą po 99 gr za dobę pobytu. Pozostali pielgrzymi - po 1,99 zł. Pieniądze mają pobierać szefowie instytucji oferujących miejsca noclegowe. Wpłacać je będą następnie do miejskiej kasy. Inkasenci podatku otrzymają 10 proc. pobranych kwot. Podstawą prawną wprowadzenia nowej daniny jest rozporządzenie Rady Ministrów z 18 grudnia 2007 r., zezwalające na pobieranie opłat w miastach, w których znajdują się np. muzea lub zabytki architektury.
W nowej wersji podatek nie przyniesie Częstochowie dużych dochodów. W mieście jest 4,5 tys. miejsc noclegowych. Gdyby każdego dnia były w pełni wykorzystywane, to dałoby to 1,6 mln noclegów rocznie. Do tego trzeba dodać ze 100 tys. noclegów na polach namiotowych. Do kasy miejskiej wpłynęłoby wtedy ponad 2 mln zł z nowego podatku. Takiej kwoty jednak Częstochowa na pewno nie otrzyma. Pielgrzymi przybywają masowo na Jasną Górę jedynie kilka dni w roku. Rzeczywiste średnie obłożenie miejsc noclegowych wynosi prawdopodobnie nie więcej niż 30 proc. rocznie. Wynika z tego, że liczba noclegów wyniesie ok. 500 tys. Wpływy z nowego podatku osiągnąć zatem mogą sumę 600-700 tys. zł.
Podobną kwotę otrzymamy, szacując przewidywane dochody miasta z podatku w inny sposób. Otóż jedynie 10 proc. pielgrzymów nocuje w Częstochowie. Jest ich zatem ok. 350 tys. rocznie. Nieliczni z tej grupy spędzają w tym mieście więcej niż 1 noc. Szacunkowa liczba noclegów znowu wyniesie ok. 500 tys.
Po odliczeniu 10 proc. z podatku dla inkasentów, do kasy miejskiej wpłynie najwyżej 0,5 mln zł. W budżecie 250-tysięcznego miasta nie jest to znacząca kwota. Tym bardziej, że o wiele większe wpływy są z podatków od towarów i usług zakupionych przez pielgrzymów (były prezydent Częstochowy Tadeusz Wrona szacował, że sięgają one 400 mln zł). Zatem po co SLD forsuje ten pomysł? W tym przypadku odpada odpowiedź, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Głównym celem częstochowskich postkomunistów nie jest zwiększenie dochodów miasta lecz symboliczne upokorzenie Kościoła. Podatek wymierzony będzie w duchownych katolickich, przybywających licznie na Jasną Górę oraz w najbardziej ortodoksyjną grupę wiernych. Nic dziwnego, że projekt Balta wzbudził ostre protesty wśród katolików. Pomysł wprowadzenia podatku skrytykowało wielu duchownych, m.in. przeor jasnogórskiego klasztoru paulinów o. Roman Majewski oraz ks. infułat Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny katolickiego tygodnika "Niedziela". Pomysłowi SLD sprzeciwili się także świeccy intelektualiści katoliccy, np. Andrzej Adamczyk, wiceprezes Klubu Inteligencji Katolickiej w Częstochowie.
W internecie rozwinęła się akcja zbierania podpisów pod protestem przeciwko wprowadzeniu podatku pielgrzymkowego. Formularze zamieszczają katolickie portale oraz blogerzy. Protest nosi nazwę "Celniku zostaw pątnika". Autorzy tekstu protestacyjnego zwracają uwagę na to, że podatek nie ma sensu ekonomicznego, ponieważ zniechęca do przyjazdu do Częstochowy, a przecież każdy przyjezdny wydaje w mieście w pieniądze, przyczyniając się w ten sposób do wzrostu dochodów jego mieszkańców. Nowa danina obciąży wiernych Kościoła katolickiego, zatem będzie to naruszenie konstytucyjnych gwarancji równości wobec prawa, wolności poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej oraz wyboru miejsca pobytu. Przede wszystkim jednak podatek pielgrzymkowy narusza art. 53 konstytucji o wolności sumienia i religii. Gwarantuje on wiernym m.in. prawo do "uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie".
O typowo politycznym celu wprowadzenia podatku od pielgrzymów świadczy fakt, że Balt, który jest jedynką na czestochowskiej liście SLD do sejmu, ogłosił swój zmodyfikowany projekt w dniu, w którym prezydent ustalił oficjalnie datę wyborów parlamentarnych. Postkomuniści chcą na nowo podgrzać antykościelne nastroje wśród części częstochowian, dzięki którym zwyciężyli w wyborach samorządowych. A muszą się o poparcie antyklerykałów bardzo starać, bo o ich głosy walczy z nimi Janusz Palikot oraz Donald Tusk, który ogłosił, że przestał klękać przed księżmi.
Choć kwota projektowanego podatku jest niska, to jednak będzie stanowić kolejne obciążenie finansowe dla pielgrzymów. A zdecydowana większość z nich, to ludzie niezamożni. Choć po drodze do Matki Bożej Częstochowskiej spotykają się z wielką gościnnością mieszkańców miejscowości przez które przechodzą, to jednak muszą wysupłać sporo grosza na żywność i napoje. A poza tym trzeba wnieść inne opłaty. Pątnik uczestniczący w Warszawskiej Pielgrzymce Pieszej musi uiścić 85 zł (jeśli idzie cała rodzina, to ma znaczne zniżki). Ponadto pobierane są zawyczaj dodatkowe opłaty za transport bagażu.
Podatek pielgrzymkowy jest cyniczną zagrywką polityczną postkomunistów. Z pewnością jednak nie powstrzyma wiernych przed wyruszeniem w daleką drogę, aby złożyć pokłon Jasnogórskiej Pani.


SLD nigdy nie dbało o to, by pomóc ludziom niezamożnym. Dla wielu z nich pielgrzymka do Częstochowy to jedyna szansa na krótki urlop od codziennych obowiązków. Nasza kawiorowa lewica ma to w głębokim..., hmmm... "poszanowaniu".